Opinie

Przypadkowo zauważona informacja odnośnie stażu i szybka decyzja o zgłoszeniu się. Jeden z przypadków, który zamienił się w kilkumiesięczną przygodę w Fundacji New Era Art.

Staż w Fundacji nie jest typowym, sztywnym programem zajęć, które po prostu ‘muszą być zrobione’. Duża elastyczność i różnorodne możliwość stwarzają szanse na nowe pomysły działań. Ciągłe wystawy i współpraca z różnymi ludźmi pozwala nauczyć się wielu rzeczy bezpośrednio przez praktykę. Jest się obdarzonym zaufaniem i odpowiedzialnością.

Wolontariat jest doskonałą opcją dla każdego, kto pragnie poznać od wewnątrz pracę w tak inspirującym miejscu jakim jest Galeria sztuki. Spojrzeć na świat przez pryzmat Artystów, którzy przestawiają swoje wizje otoczenia.

Staż pozwolił mi zobaczyć organizację różnych wydarzeń kulturalnych od wewnątrz i poczuć atmosferę im towarzyszącą. Galeria Fundacji, mieszcząca się w centrum Krakowa jest przestrzenią wypełnioną żywą sztuką oraz niesamowitymi ludźmi, którzy ją tworzą. Dzięki zgłoszeniu  mogłam być częścią tego wszystkiego i brać czynny udział w tworzonych wydarzeniach.

Agnieszka Knapik.

 Karolina Kwiatkowska – opis stażu:

„Staż w Fundacji New Era Art był bardzo pouczającym doświadczeniem. Pozwolił mi zweryfikować posiadane przeze mnie umiejętności, a ponad to nauczyć się nowych. Staż pozwolił lepiej zaznajomić mi się z etykietą komunikacji oraz korespondencji mailowej. Myśląc o emocjach, jakie towarzyszyły mi podczas stażu, do głowy przychodzą mi jedynie pozytywne. A najlepiej ze stażu będę wspominać zaufanie, jakim mnie obdarzono; klimat obecny podczas wydarzeń organizowanych przez Fundację oraz zarówno podejście jak i osobowość osób działających w Fundacji.”

 

„O tym, dlaczego trzy miesiące trwają pół roku”

Marzec 2014:

-To czym chciałabyś się zająć w naszej fundacji? – padło pytanie ze strony koordynatorki stażu.

-Czymś… ciekawym. – odpowiedziałam nader „elokwentnie”.

-Rozumiem… – istotnie, moja odpowiedź nie spowodowała wybuchu euforii u Agnieszki.

-Ok. Wiem tylko, że nie chcę kserować, skanować, parzyć kawy i układać dokumentów. Nie potrzebny mi też „papier”. Chcę zająć się CZYMŚ ciekawym.

Jest wrzesień, od rozpoczęcia mojego 3-miesięcznego stażu minęło pół roku, a na moim koncie:

0 zaparzonych kaw

0 zeskanowanych/ skserowanych/ ułożonych dokumentów

W zamian za to było wiele kaw, lampek wina i innych napojów wypitych podczas  kameralnych i tych bardziej tłocznych spotkań, burz mózgów, czy uroczystych wernisaży. Było też wiele stukania w klawiaturę, wiele godzin spędzonych nad korespondencją z mediami, partnerami czy współorganizatorami różnorakich przedsięwzięć. „Magda, napisz proszę informację do mediów/ notkę na stronę/ profil na Facebook’u/ zaproszenie na wystawę/ ofertę partnerską/ recenzję wystawy (…)”.

Oprócz biegłej znajomości etykiety, posiadania lekkiego pióra i wpojenia sobie nawyku sprawdzania poczty (co najmniej) 456 razy dziennie, wypadało również mieć nienajgorszy gust względem sztuki. Czasem trzeba było wykazać się ową „przypadłością” podczas wyboru dzieł na nową wystawę. Bywałam amatorsko projektantem wnętrz. Trzeba przecież zadecydować jakie światło będzie najlepiej eksponować żółty kwiat w lewym dolnym rogu obrazu.

Kolejny tytuł, który chciałabym sobie nadać to – złota rączka! Jeśli pragniesz pracować w organizacji związanej ze sztuką, konieczne jest nabycie tajemnej wiedzy pt.” Jak posługiwać  się narzędziami potrzebnymi do montażu dzieł”.

Przydadzą się też zwinne nogi, bystre oczy i instynkt – jako specjalista ds. promocji wielokrotnie stawałam przed decyzją: Czy jeśli przykleję plakat w tym miejscu, to organizatorzy dyskoteki studenckiej zalepią go swoim afiszem po 15 minutach, czy po godzinie?

Idźmy dalej. Wino już rozlane, przysłowiowe 15 minut od 19:00 upłynęło, światło, „raz, raz, próba mikrofonu” zaliczone… Przydaje się też odwaga i umiejętności konferansjerskie, aby przywitać przybyłych, spragnionych sztuki gości i zapowiedzieć artystę podczas wielkiego dnia – otwarcia wystawy jego prac.

Do długiej listy umiejętności, które przydały się podczas stażu dopisuję: czytanie w myślach… Coraz lepiej udaje mi się porozumieć z wiecznie zabieganą i pełną pomysłów Agnieszką, czyli wspomnianą już Panią koordynator.

Ten artykuł staje się już (za) długi, tak samo jak długa jest moja przygodą z Fundacją New Era Art, czas więc kończyć. Artykuł! – nie przygodę. Przecież napisano – „staż 3-miesięczny z możliwością przedłużenia”! C.D.N. !

Magdalena Miroń

Shutter clicks from Cracow

by Moira Chiavarini

The report of the period I’ve passed in Cracow and in New Era Art Foundation is a story developed by images.

The “ram” is the first image I want to write about. In July and August rams sculptures were in Rynek Główny to open and close the square and they were funny and at the same time a little gloomy. Ram is also the best figure that have followed me through my internship in New Era Art Foundation, which seat is in Pracownia Pod Baranami, an historical place that seems to enter into the bowels of the square. Here, I’ve been involved in the preparation of the Jan Potocki Year, writing articles and contacting international magazines, and in the exhibition Urban 2014 – Street Photo. From all the staff of New Era Art, and in a particular way from Agnieszka and Magdalena, I received expertise and cordiality, so that I will remember with a large smile their help and hospitality.

The second image I want to tell about is “horse”. Not only that ones that pull the carriages behind in the square, but also the ones that William Rothwell has represented in the last exhibition I have mentioned. His photographic portfolio was about the contemporary horse situation in Egypt after the Revolution. A great occasion offered to think about something not so usual, but very important because horse is also a very meaningful and symbolic figure.

The third image is that one of “group”. During our meetings, organized by New Era Art Foundation, with volunteers and organisers, I’ve noticed a great and very young partecipation that is the result of a creative and open-minded environment.

The last image I want to write is that one have seemed to be Cracow essence in my opinion. The city has a woman facet, and as like as Benjamin angel, “ […] his eyes are staring, his mouth is open, his wings are spread. […] His face is turned toward the past. Where we perceive a chain of events, he sees one single catastrophe which keeps piling wreckage and hurls it in front of his feet. The angel would like to stay, awaken the dead, and make whole what has been smashed. But a storm is blowing in from Paradise; it has got caught in his wings with such a violence that the angel can no longer close them. The storm irresistibly propels him into the future to which his back is turned, while the pile of debris before him grows skyward. This storm is what we call progress”.

Pewnego zimnego listopadowego wieczora wybrałam się do kina na film, którego nawiasem mówiąc tytułu już nie pamiętam i wtedy zaczęła się moja przygoda z Fundacją New Era Art. Moje zadanie polegało na opiece nad wystawami organizowanymi w Galerii pod Baranami, opowiadaniu odwiedzającym o artystach ich pracach i samej Fundacji. Oprócz tego brałam udział w przygotowaniu wernisaży. To chyba najbardziej mi się podobało, bo mogłam zobaczyć wszystko „od kuchni”. Będąc wolontariuszką poznałam wielu ludzi, dla których sztuka jest najwyższą wartością, jest ich życiem! Kto wie… może kiedyś dzięki temu doświadczeniu stanie się i moim?

Wiktoria Piechowicz

uczennica VII Liceum Ogólnokształcącego im. Zofii Nałkowskiej w Krakowie